-RIUKI! Idioto! Kretynie! Wiesz jak mnie wystraszyłeś!? Nienawidzę cie… - powiedziała uderzając łapkami o moja klatkę piersiową. Teraz to już się nie powstrzymałem i wybuchłem śmiechem o mało nie kładąc się przez to na ziemi. Ta patrzyła na mnie z taką pogardą, równie dobrze mogłaby mnie teraz zabić, a ja i tak bym się miał. – NO PRZESTAŃ ŁOSIU! – odwróciła się by odejść, ale kiedy znowu usłyszała skrzyp podłogi: momentalnie się cofnęła.
-Moja odważana dziewczyna się boi? – złapałem za materiał jej sukieneczki na co dziewczyna od razu odskoczyła jak poparzona. – Uspokój się. To były tylko żarty, ja przecież nie chciałem cie… - wstałem z ziemi i spojrzałem na jej delikatnie zaszklone oczy. Ops na serio się przestraszyła. Jedną dłonią odszukałem pstryczek od światła, a drugą ułożyłem na jej głowie. – Cinia…? No… już nie będę tak robił. Dobra.. teraz ty się możesz wyżyć… - usiadłem obie po turecku na ziemi, by chociaż trochę zbliżyć się wysokością do niej. Lepiej chyba patrzeć w dół, niż w górę, no nie?
-Nie chce się na tobie wyżywać ty palancie! – pociągnęła mnie delikatnie za włosy i tak tarmosiła je przez jakie 5 minut. – Od kiedy jesteś dla mnie taki miły co! Normalnie nie dałby bym ciągnęła cie za włosy…
-Skąd wiesz skoro do tej pory jedynie kiedy je dotykałaś to momenty w których… - natychmiastowo zakryła mi usta, padając na kolana i rumieniąc się niczym buraczek. Normalnie kocham ją właśnie za takie akcje…
-Stul dziób! To krępujące… - usiadła naprzeciwko mnie. Jak małe dzieci no, ale dobra. – Lubisz kiedy tak ….robię? – zapytała dosyć cicho i raczej nieźle zażenowana.
- Jak mnie ciągniesz za włosy? No jasne… po prostu kocham to uczucie. – parsknąłem odwracając głowę, przez co znów dostałem po głowie. – Dobra dobra… nie chodziło mi o ciąganie za włosy, ale w sumie jak się tak nimi bawisz to… całkiem przyjemne uczucie….. to jak z psem. Pogłaskaj go w odpowiednim miejscu, a zrobi dla ciebie wszystko. – wstałem z tym swoim jakże ponurym wyrazem twarzy i skierowałem się do tych dwóch, małych, jeszcze śpiących szkrabów. Stając w drzwiach zdałem sobie sprawę jak bardzo nie chciałbym stracić dotychczasowego życia.
-A tak gadałeś, że nie chcesz mieć dzieci… - zachichotała głupkowato.
-Nie planowałem tego idiotko, ale tak jako…- kontem oka zerknąłem na jej rozbawioną buźkę – Nie pamiętam tego, ale podejrzewam, że mój ojciec nie był najlepszy w tej roli…. Może przez to trzyma taki dystans? Nie potrafię być delikatny… - oparłem głowę o framugę i westchnąłem ciężko. Od kiedy stałem się taki gadatliwy..?
(Ciiiniaaa….?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz