czwartek, 7 stycznia 2016

1.Riuki ~ Wyjscie z Osrodka

 Od jakiegoś momentu w Rimear nie było już tak kolorowo. Troszeczkę się pozmieniało, a Naukowcy zmienili również podejście. Stwierdzili, że wypuszczenie nas do normalnego świata to nic złego. Przynajmniej niektórych. Ciekawe tylko jakie zyski mieli, z wypuszczenia MNIE. Cinia, Clear i Yukine są w miarę normalni, a reszta… nie wiem jak u nich. Nie wiem czy tylko my dotarliśmy taki prezent i też, czy w ogóle powinnyśmy się z tego cieszyć, czy też nie. W każdym razie teraz byliśmy w jakim normalny domku. NORMALNYM. Bo to istotne. Z tego co zdążyłem zauważyć – nie było tutaj żadnych kamer, podsłuchów…. Albo po prostu nie jestem na tyle bystry.:’) Dziwne było również to, że nie miałem na sobie maski. Nie rozstawałem się z nią. Ktoś musiał celowo pozbyć się jej z mojej twarzy.  W całym domu było ciemno i tak w sumie to ja wiedziałem, że ona tu jest, ale jeszcze jej nie widziałem. Dopiero kiedy coś w pokoju  uderzyło o podłogę. Tak… ona nie byłaby sobą, gdyby czegoś nie zepsuła. Uśmiechnąłem się sam do siebie z lekka szyderczo. A może zrobić jej kawał? Nie ważne, że na tym ucierpi moja piękna twarz. Schowałem się  za drzwiami i kiedy stwierdziłem, że nadszedł odpowiedni moment po prostu zapukałem w nie. Blondynka wyszła z pomieszczenia, w którym znajdowała się wcześniej, by sprawdzić co go wywołało. Potem wysłałem swojego Chowańca w inne miejsce by również wydała nieco inny dźwięk. Zrobiłem tak kilka razy dopóki Cinia po ostatnim razie nie pisnęła cicho. Nie mogłem pohamować miechu, a że było ciemno to jeszcze przeszedłem sobie po skrzypiącej podłodze. Tym razem dziewczyna już użyła swoich zdolności, by złapać mnie i przygwoździć do ściany.
-RIUKI! Idioto! Kretynie! Wiesz jak mnie wystraszyłeś!? Nienawidzę cie… - powiedziała uderzając łapkami o moja klatkę piersiową. Teraz to już się nie powstrzymałem i wybuchłem śmiechem o mało nie kładąc się przez to na ziemi. Ta patrzyła na mnie z taką pogardą, równie dobrze mogłaby mnie teraz zabić, a ja i tak bym się miał. – NO PRZESTAŃ ŁOSIU! – odwróciła się by odejść, ale kiedy znowu usłyszała skrzyp podłogi: momentalnie się cofnęła.
-Moja odważana dziewczyna się boi? – złapałem za materiał jej sukieneczki na co dziewczyna od razu odskoczyła jak poparzona. – Uspokój się. To były tylko żarty, ja przecież nie chciałem cie… - wstałem z ziemi i spojrzałem na jej delikatnie zaszklone oczy. Ops na serio się przestraszyła.  Jedną dłonią odszukałem pstryczek od światła, a drugą ułożyłem na jej głowie. – Cinia…? No… już nie będę tak robił. Dobra.. teraz ty się możesz wyżyć… - usiadłem obie po turecku na ziemi, by chociaż trochę zbliżyć się wysokością do niej. Lepiej chyba patrzeć w dół, niż w górę, no nie?
-Nie chce się na tobie wyżywać ty palancie! – pociągnęła mnie delikatnie za włosy i tak tarmosiła je przez jakie 5 minut. – Od kiedy jesteś dla mnie taki miły co! Normalnie nie dałby bym ciągnęła cie za włosy…
-Skąd wiesz skoro do tej pory jedynie kiedy je dotykałaś to momenty w których… - natychmiastowo zakryła mi usta, padając na kolana i rumieniąc się niczym buraczek. Normalnie kocham ją właśnie za takie akcje…
-Stul dziób! To krępujące… - usiadła naprzeciwko mnie. Jak małe dzieci no, ale dobra. – Lubisz kiedy tak ….robię? – zapytała dosyć cicho i raczej nieźle zażenowana.
- Jak mnie ciągniesz za włosy? No jasne… po prostu kocham to uczucie. – parsknąłem odwracając głowę, przez co znów dostałem po głowie. – Dobra dobra… nie chodziło mi o ciąganie za włosy, ale w sumie jak się tak nimi bawisz to… całkiem przyjemne uczucie….. to jak z psem. Pogłaskaj go w odpowiednim miejscu, a zrobi dla ciebie wszystko. – wstałem z tym swoim jakże ponurym wyrazem twarzy i skierowałem się do tych dwóch, małych, jeszcze śpiących szkrabów. Stając w drzwiach zdałem sobie sprawę jak bardzo nie chciałbym stracić dotychczasowego życia.
-A tak gadałeś, że nie chcesz mieć dzieci… - zachichotała głupkowato.
-Nie planowałem tego idiotko, ale tak jako…- kontem oka zerknąłem na jej rozbawioną buźkę – Nie pamiętam tego, ale podejrzewam, że mój ojciec nie był najlepszy w tej roli…. Może przez to trzyma taki dystans? Nie potrafię być delikatny… - oparłem głowę o framugę i westchnąłem ciężko. Od kiedy stałem się taki gadatliwy..?
(Ciiiniaaa….?)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz