- Chcesz dzieci pobudzić okrutna kobieto? – westchnął.
Uśmiechnęłam się szerzej odsuwając się od niego, nie, nie zamierzam je pobudzić. Dopiero zasnęły co jest jakimś ogromnym cudem, nie żeby coś, ale na nadmiary snu to jakoś ostatnio nie narzekam. Rozwaliłam się na kanapie w naszym dużym i przestronnym salonie lekko podkurczając nogi, chciało mi się spać, ale o takiej godzinie nie ma nawet mowy, żebym zasnęła. W dodatku nie zdążyłam się nawet przyzwyczaić do tego miejsca, tak z dnia na dzień kazali nam się przenieść. Przenieść z miejsca gdzie zdążyłam się zaklimatyzować po tak wielu miesiąc do kolejnego, zupełnie nam obcego. Nie wiem jaki mieli plan, pomysł i jakie mieli korzyści z wypuszczenia poza ośrodek kogoś takiego jak my. Nagle się nie bali, że jesteśmy niebezpieczni i gotowi zabić kogoś z premedytacją? Chociaż z drugiej strony wiem, czemu to zrobili. To pewnego rodzaju szantaż, mamy być grzeczni i potulni, kiedy tylko dowiedzieliby się o czymś dziwnym z naszej strony, coś mogłoby się stać. Już nawet nie chodzi mi o mnie czy o Ruki`ego, bardziej o dzieci…
- O czym tak myślisz, pchlarzu?
- O niczym – zmierzyłam go wzrokiem, pijawka… nadal ma u mnie przekichane za ten wybryk który odstawił przed chwilą. No ja wiem, że jestem taka zła i okrutna, że najlepiej to mnie zabić.. ale jeszcze nie teraz.
Kiedy siwek pochylił się nade mną pociągnęłam go za ramię z całej siły. Chciałam się odwdzięczyć, ale jak to ja… znowu mi nie wyszło, kolejna wpadka w przeciągu kilku minut? [Łelkom tu rzycie Cinii] Chłopak istotnie, stracił tym razem równowagę i poleciał do przodu, ale na mnie. Pisnęłam cicho zastanawiając się czy to już jest właśnie koniec mojego życia i ile kości mi pękło. Z moich przekonań wyrwał mnie chichot Riuki`ego, aha… czyli jednak przeżyłam.
- Boże, zejdź Riuki… gnieciesz mnie.
- Nie chce mi się, w sumie to jesteś wygodna… grubas… - zaśmiał się jeszcze raz, gdyby nie moje unieruchomione kończyny spłonąłby. – Nadal mnie zadziwiasz tym, jak bardzo jesteś nieporadna…
- Riuki ile ty ważysz!? Złaź, błagam złaaaaź.
Już po chwili wielkolud się odsunął, chyba jednak wolę być martwa. Co? Teraz będzie miał ze mnie ubaw do końca dnia? Trąciłam go lekko w ramię, menda. Po chwili ja również się uśmiechnęłam wtulając głowę w jego ramię.
(Riuki? Fiem Polinko, że krótkie no ale… wena mi się popsuła XD)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz