wtorek, 12 stycznia 2016

5. Riuki - Skrywana Przeszłość

Cinia teraz będzie mnie tak ciągle unikać? Takie rzeczy nigdy za dobrze jej nie wychodziły, no ale skoro tak bardzo chce mieć na mnie focha ( w sumie to dawno nie miała ) to niech go ma. W końcu jej przejdzie.
Obie dziewczyny wyszły z pomieszczenia i ponownie skierowały się do kuchni. A ja co? Powietrze? A potem będzie narzekać, że jestem nie czuły, czy coś w ten deseń. Ehh te jej humorki. No dobra... ale skoro tak...
-Wychodzę...- mruknąłem cicho nawet nie zaglądając tam do nich. Po prostu wyszedłem z domu jak gdyby nigdy nic. Jak sobie tak o tym myślę, to moje zachowanie nie było jakoś specjalnie dojrzałe.... no i co! Sama sobie wybrała takiego chłopaka, chociaż pewnie domyślała się jak to wszystko będzie wyglądać. To działa tez w drugą stronę. To ja wybrałem ją na swoją dziewczynę, czyż nie? Więc dlaczego ciągle na nią narzekam? Pokręciłem głową w prawo i w lewo. Moje włosy delikatnie zafalowały na wietrze niczym delikatna, biała pajęczyna. Trafne porównanie. Dopiero przemierzając już zaludnione uliczki miasteczka przypomniałem sobie, że nie mam maski. Gdzie ona tak właściwie jest? Obudziłem się już chyba bez niej? Ciulowo. Teraz wszyscy gapili się na mnie jakbym był synem szatana. To też jest...bardzo trafne porównanie, bo przecież wyglądam jak żywy, chodzący kościotrup. Pomijając moją przystojną twarzyczkę (ah ta skromność~).
[...]
Błądząc tak bez większego celu i rozmyślając... jak na złość zaczął padać deszcz. Te wszystkie spojrzenia skupione na mnie irytowały. Dlaczego miałem wrażenie jakby obserwował mnie ktoś kogo dobrze znam? Przystanąłem na chwilę widząc ciemny, ślepy zaułek. W takich miejscach podobno czaiło się ZŁOOO. Tia jasne. Ciekaw jestem kto jest na tyle odważny by wyskoczyć z pistoletem do kogoś kto posiada magiczne zdolności. Jak chcą wąchać kwiatki od spodu.
Widząc w tym ciemnym, STRASZNYM jakiś znikomy ruch jakby z nudów po prostu tam wszedłem. Deszcz praktycznie zmoczył już całe moje ubranie, łącznie z włosami. Hih... zastanawiam się jak radzą sobie z taką ulewą panie, które mają tapetę nakładaną szpachlą.Ukucnąłem przy małym zamoczonym kartonie i odgarnąłem szmatkę, która przykrywała go od góry. Nie wiem co ta blondynka ze mną zrobiła, ale teraz stałem się o wiele wrażliwszy na takie rzeczy...
AAAAAAAAAAAAAWWWWWWWWWWWWWW!!!!!!!!!!!!!!!!!!!: Już miałem wyciągnąć dłoń w kierunku tego małego stworzonka, kiedy do moich uszu doszedł jakiś niepokojący dźwięk.
-Wychodź... - warknąłem nawet nie wstając, a jedynie obracając głowę tak, by ujrzeć cień człowieka kontem oka. Nie widziałem ani twarzy, ani ubioru, jednak po kształtach mogłem stwierdzić, ze jest to kobieta. Nie zareagowała od razu, lecz po jakichś 10 minutach. Totalnie ją zignorowałem,b o co takie bezbronne stworzonko mogło mi zrobić. Tym bardziej kiedy nie czułem od niej żadnej magii. Ta... jak się posiada coś tak głupiego jak Arcana, to się to czuje w kościach, czy ktoś ma dobre czy złe zamiary. Jak chce to niech sobie tam stoi w sumie, a co mi to przeszkadza. Nie czekając dłużej, aż to maleństwo przykryte jedynie dziurawą szmatką zamarznie, po prostu wziąłem je do ręki. Jakoś nie umiejętnie, bo przecież Riuki nie potrafi się obchodzić z takimi puchatymi zwierzątkami. W międzyczasie owa osoba podeszła do mnie i zarzuciła mi ręcznik na głowę. He? Dziwny gest. Kto jest na tyle głupi, ze martwi się o przypadkowego przechodnia. Lekko zdziwiony odwróciłem głowę by spojrzeć kto jest tym kretynem i.... prawie się przewróciłem. Moje oczka otworzył się ze zdziwienia a ja automatycznie wstałem. Przede mną stała dziewczyna. Nie znam jej, a jednak mam wrażenie jakby była dla mnie kimś naprawdę bliskim. Ah! Gdyby nie to, ze naukowcy wymazali mi całą pamięć.. do takich rzeczy by nie dochodziło! Cofnąłem się o krok, jakby przerażony tym co właśnie ukazał mi umysł. Nie bałem się bezpośrednio niej, ale tego co właśnie sobie przypomniałem. Wspomnienia są...takie straszne. Nie chce ich pamiętać....
-Niczym spłoszony koń. Teraz powinnam zakryć ci oczy, uspokoić.. pogłaskać... - szepnęła szkarłatnooka po czym podeszła i jedną dłonią jakby zaczęła wycierać moje włosy. - Chodź bo się przeziębisz.
Skoro jej nie znam to czemu w tamtym momencie posłusznie podążyłem za nią? To wszystko jest takie chore....
[...]
Zaprowadziła mnie do swojego mieszkania. To wdrapywanie się po schodach.... od momentu wyjścia z Rimear już prawie zapomniałem tego jak trzeba się wysilić by wejść na najwyższe piętro. Usiadłem w salonie, nadal nieco w szoku... pff.. co ja gadam! Nie mogłem wypowiedzieć żadnego słowa... to wszystko robiło mi siano z mózgu.
-Wiesz kim jestem? - usiadła obok mnie i nachyliła się. Chciała zajrzeć w moje oczy, a skoro miałem tak długie włosy, na dodatek miałem na nich ręcznik: to ciężko było to zrobić. Podniosła malutką dłoń, lecz kiedy miała zamiar dotknąć mojej twarzy - najzwyczajniej odepchnąłem ją. "Nie dotykaj mnie", "Zostaw"... takie właśnie słowa przewijały mi się przez myśli. Wzięła ode mnie kotka (jak się okazało) po czym postawiła go w pokoju. Dała mu coś do jedzenia... wiedziała jak tym małym diabłem się opiekować? Szacunek i Respekt. Serio.
-Shi... - chciałem wypowiedzieć jej imię, które właśnie przed chwilą przeleciało mi przez głowę. W tej chwili też zadzwonił telefon. Mój telefon. Wyciągnąwszy go i widząc na ekranie kto dzwoni od razu odebrałem, nawet się nie zastanawiając. Tylko...co teraz? Przyłożyłem go do ucha, jednak kiedy przyszło mi wypowiedzieć jakieś słowo... byłem zdolny jedynie otworzyć usta. Dziewczyna widząc to natychmiast podeszła i wyrwała mi telefon z ręki. "Nie"..."Zaczekaj".... chciałem ją zatrzymać, jednak w dalszym ciągu byłem niczym sparaliżowany.
-Halo? - powiedziała spokojnym tonem. - Kim dla niego jesteś? - nie słyszałem co Cinia odpowiada. Ona mnie zabije... zostawi. Za te pytania, to chyba wydrapie mi oczy, tym bardziej, że zadawała jej je obca dziewczyna! -Ah..... Wybacz. - szepnęła już nieco bardziej spokojna. Przedstawiła się jej i powiedziała coś w rodzaju, że nie jestem w stanie nic powiedzieć. Co to ma wszystko być..
[...]
Nie wiem o co chodziło, ale Shinobu bardzo szybko wyprowadziła mnie ze swojego domku i o dziwo polazła do...nas? Jasne.. pokaż się jeszcze Cinii na oczy, to tym bardziej zginę. Stojąc tak przed drzwiami naszego domku, i trzymając małą puchata kulkę, po prostu.... miałem ochotę skoczyć z pobliskiego mostu. One sobie wydrapią oczy! Ale...dlaczego? Przecież skoro jej nie znam to czemu mam takie chore przeczucia...

(Cinia otwieraj drzwi ^^)

niedziela, 10 stycznia 2016

4. Rosie

Jezu… nadal było mi wstyd za tamto. Bałam się chociażby wychylić zza framugi, a co dopiero pokazać się chłopakowi na oczy. Siedziałam przy stoliku machając nogami w powietrzu i dmuchając na gorącą herbatę. Cinia wyszła z kuchni i poszła do Riukiego. Westchnęłam cicho i lekko pochyliłam się do tyłu by się oprzeć. W ostatnim momencie mi się przypomniało, że siedzę na taborecie, a nie krześle. Zachwiałam się i oblałam całą sukienkę gorącym napojem. Kiedy przestałam się już chwiać odłożyłam kubek na stół i cicho zawołałam dziewczynę. Ech.. to była moja ulubiona sukienka. Odgarnęłam włosy do tyłu, by zobaczyć całą plamę. Cinia weszła do pokoju i zaśmiała się pod nosem.
- Oj chodź ty niezdaro jedna - uśmiechnęła się i pociągła mnie za rękę w kierunku łazienki
Niestety najbliższa łazienka znajdowała się na drugim końcu salonu. Spuściłam głowę i szybkim krokiem podążyłam za przyjaciółką. Głupio się teraz czułam w jego obecności. Przyspieszyłam i po chwili stałam już przy umywalce przecierając sukienkę chyba wszystkimi środkami czyszczącymi, które podawała mi Cinia. Na szczęście plama znikła, ale ubranie było całe mokre. Westchnęłam cicho patrząc na nią ze smutkiem.
- Oj no nie smutaj. Pożyczę Ci jakąś swoją, aż twoja nie wyschnie - zaśmiała się i zostawiła mnie samą w łazience
Pewnie ciężko jej będzie coś znaleźć. Stałam tak przyglądając się sobie w ogromnym lustrze sięgającym ziemi. Nawet fajne to ciało. Tak się już do niego przyzwyczaiłam, że zapomniałam, iż kiedyś miałam inne. To jakoś tak.. mi bardziej pasowało. Wiem, że to brzmi strasznie głupio i dziwnie, ale mimo wszystko tak jest. Nagle do łazienki wparował Riuki. Nieco zdezorientowanym wzrokiem rozejrzał się po pomieszczeniu po czym spojrzał na mnie. Momentalnie spuściłam głowę i wlepiłam wzrok w ziemię. Zanim zdążył cokolwiek powiedzieć, przerwałam mu.
- Cinia poszła szukać jakiś ubrań, nie wiem gdzie dokładnie jest… - wyszeptałam cicho
Nagle usłyszałam ciche kroki. To była zapewne moja przyjaciółka. Ciekawe czy znalazła cokolwiek pasującego na takiego krasnoludka jak ja. Stanęła w drzwiach trzymając błękitną sukienkę. Chłopak wycofał się do poprzedniego pokoju, a przyjaciółka podała mi ubranie, po czym zamknęła drzwi. Szybko się przebrałam i przeczesałam włosy. W sumie dosyć słodko w niej wyglądałam. Pasowała jak ulał. Skąd ona ją wytrzasnęła? Nosiła ją za dziecka czy jak?
Po chwili nieco posmutniałam. Mam nadzieję, że nie jest na mnie bardzo wkurzona... Wcale nie chciałam na niego wpaść i go z nią pomylić.
(Riuki? Cinia? Ktokolwiek?)
Przepraszam, że takie krótkie :c

sobota, 9 stycznia 2016

3. Riuki

Ej ja wcale nie ważę, aż tak dużo. Chociaż... jakby tak spojrzeć na ten jej tłuszcz, to..... musi warzyć przynajmniej 50 kg. Jak nie więcej! Przecież to taki tłuścioch! No... jakbym jej tak powiedział to chyba straciłbym życie na miejscu, i nawet nie mieli by co ratować.
- No i co się tak tulisz? To nie ja tutaj jestem grubasem, tylko ty. Jakby nie patrzeć to jestem chodząca anoreksją. - zerknąłem na tą tępą blondynkę.
Ten jej wzrok...w danej chwili wyrażał wszystko. Miałem wrażenie jakby przewiercała mi czaszkę tymi swoimi rubinowymi oczami.
-Weź, Riuki! Wkurzasz mnie tak samo jak na samym początku! - krzyknęła zrywając się z kanapy. Stanęła naprzeciwko mnie na równych nóżkach. Wyglądała jak takie małe naburmuszone dziecko. Dopiero po kilku mitach uświadomiłem sobie co powiedziała. Ja ją wkurzałem chyba zawsze i średnio mnie to obchodziło, ale jak teraz mi o tym przypomniała to zacząłem się zastanawiać co ona ze mną tutaj robi? Przekręciłem główkę słuchając jej kolejnych wyrzutów. Chyba serio musiała się przejąć tym co powiedziałem.
-....tylko żartowałem. - podrapałem się z tyłu głowy, kolejny już raz odwracając ją w inną stronę. - Skoro ciebie wkurzałem to co ty tutaj ze mną robisz? Litość i te sprawy? - westchnąłem wstając i podchodząc do drzwi wejściowych. Jak tylko powiedziałem swoją drugą wypowiedzieć, ta zaniemówiła. Zwłaszcza kiedy zauważyła, że kieruje się do drzwi. Wcale nie zamierzałem wyjść, chciałem tylko sprawdzić czy są zamknięte. Tak na wszelki wypadek. To dziewczę nawet nie zauważyłoby, gdyby ktoś włamał nam się do domu, a w tym przypadku ktoś musi być tym "bardziej odpowiedzialnym".
-Ej... no nie...idź sobie. - wymamrotała szybko podbiegając i łapiąc mnie za rękaw bluzy. Obróciłem głowę, tak, by spojrzeć na dziewczynę kontem oka. Maski już nie miałem więc nic nie utrudniało mi tego.
-Nigdzie nie idę, ale... po prostu myśl nad tym co mówisz. - westchnąłem otwierając drzwi. W tym samym czasie jak burza ktoś wparował nam do chaty. Mało tego! Nie dość, że nawet nie zdążyłem zobaczyć kto to, to jeszcze wpadł na mnie i zdołał przewrócić mnie na ziemie.
-Cinia! Jak dobrze cie widzieć! Już myślałam, że nigdy więcej cie nie zobaczę! - "dziewczynka" zacisnęła rączki trochę mocniej na materiale mojej bluzy i wtuliła się we mnie niczym w pluszowego misia. Dodatkowo jej główka była na wysokości mojej szyi, więc gdy tylko poczułem jej nosek na swojej skórze od razu zadrżałem nieznacznie jakby się czegoś obawiając. Jakby nie patrzeć to obecność innej dziewczyny niż Cinia była mi kompletnie obca (chyba, że mówimy o mojej byłej). W dodatku ona miała różne swoje odpały, ale nigdy nie była jakąś specjalnie delikatną kobietką przy czym ciężko było jej wprowadzić mnie w zakłopotanie.-....chwila...Cinia dlaczego ty tak ładnie pachniesz męskimi perfumami... - jakby ocknęła się i dopiero teraz otworzyła oczy. Opierałem się rękoma o podłogę, z tyłu za moimi plecami. Byłem tak zdziwiony jak chyba jeszcze nigdy w życiu.Nie no dobra....zdarzały się gorsze rzeczy. Podniosła główkę (dopiero teraz zorientowałem się, że to jest Rosie) i jakby na moment zaniemówiła. Otworzyła oczka i buźkę ze zdziwienia i ...skamieniała. No naprawdę. Miałem wrażenie jakby właśnie w tym momencie leżał na mnie bezwładny kamień. Po chwili ciszy Cinia się w to wszystko wtrąciła i po prostu pociągnęła Rosie za kołnierzyk bluzki do tyłu. Już widziałem po jej minie, że nie jest zadowolona z tego co zobaczyła, ale to tak jakby nie moja wina, co? Chociaż... weź tłumacz takie rzeczy kobiecie.
-Rosalie.... Riuki jest za płaski, żeby być mną. - wymamrotała. Miałem wrażenie jakby zaraz miała wybuchnąć. Wyglądała jak taki wrzący czajnik z tą czerwoną buźką. Gdybym jej to jeszcze powiedział to w ogóle zrobiła by z mojej dupy jesień średniowiecza. Pomijając fakt, że Rosie przytulając się teraz do niej: ponownie się narażała. Zebrałem się z podłogi, wstałem i otrzepałem niewidoczny pyłek z ubrania. Złotowłosa zaprosiła naszego "gościa" do kuchni i zaproponowała herbatę. To ona w ogóle umie coś takiego robić? Nie żebym wątpił w jej kulinarne zdolności, ale tak na dobrą sprawę to nigdy nie widziałem by cokolwiek gotowała. Z tego względu, że ja niestety nie mogę jeść, ani pić nic innego oprócz krwi po prostu usiadłem sobie wygodnie w salonie, włączyłem telewizor i odłączyłem się od tej jakże interesującej konwersacji kobiet. I właśnie tu jest ten problem... jestem uzależniony od tej zrytej umysłowo babki, którą rzekomo kocham ponad swoje życie. Tiaaa...
W momencie kiedy moja sympatia wyszła z kuchni i stanęła na przeciwko mnie tak żeby zasłonić mi widok na telewizor...od razu wiedziałem o co jej chodzi. No bo o cóż innego mogło jej chodzić jak nie o Rosie? Mam nadzieje, że nie jest na tyle głupia, by wytknąć mi, iż zrobiłem to celowo.
-Cinia... - westchnąłem zrezygnowany obracając się (leżałem) na plecy i spoglądając w sufit. Kiedy nie raczyłem komentować tego dalej, ona po prostu podeszła do kanapy i spojrzała na mnie z góry. Była zdenerwowana, ale nie wiem czy na tyle by mnie uderzyć (wypadałoby już budować bunkier) czy na tyle by się rozpłakać i zamknąć w pokoju. Wyciągnąwszy rękę chciałem położyć ją na policzku dziewczyny, jednakże ona skutecznie uniemożliwiła mi to uderzając w moją dłoń. Nie chce, żebym ją dotykał to nie. Głupia, naprawdę myśli, że miałbym odwagę ją zdradzić z jakąś inną? Ehh... to był czysty przypadek. Dobrze, że za moment Rosie ją zawołała bo już miałem zamiar żegnać się z życiem...

(Rosie/Cinia?)

piątek, 8 stycznia 2016

2.Cinia ~ Nie ogarniam jak nazwać posta x.x

Uśmiechnęłam się lekko dotykając przy tym pleców Riuki`ego, chłopak obejrzał się w moim kierunku z tym swoim typowym spojrzeniem. Jeśli nie chce o tym mówić i ten temat sprawia mu jakiś kłopot, to niech nic nie mówi. Jeszcze przez jakiś czas wpatrywałam się w śpiące dzieciaki, były naprawdę urocze. To wszystko było teraz takie dziwne, nie spodziewałam się ‘’założyć rodziny’’ w tak młodym wieku, jeszcze jakiś czas temu to wszystko wydawało się być takie łatwe. Ale teraz gdy tak na to patrzę, to wcale się to tanie nie wydaje. Cicho, jak jakiś kot podeszłam do pierwszego łóżeczka, Clear jak zwykle spał opatulony w swój kocyk. Zawsze zbierało mi się na śmiech, kiedy przez sen gryzł jego róg jeszcze swoimi bezzębnymi dziąsłami. W drugim łóżeczku leżał natomiast Yukine - starszy z bliźniaków, ten natomiast musiał wszystkie kocyki rozkopywać przez sen… [Jak ja :’)] Ale prócz tego wydawał się być spokojnym dzieckiem. Chociaż za bardzo jeszcze tego po nich nie widać, z wyglądu jakoś tak przypominali mi bardziej Riuki`ego [nie wywiniesz się, że nie Twoje kekeke]. Sam tatusiek również podszedł obejmując mnie delikatnie od tyłu, oparłam się na nim tak, żeby specjalnie zwalić go z nóg, ale coś mi się nie udało.
- Chcesz dzieci pobudzić okrutna kobieto? – westchnął.
Uśmiechnęłam się szerzej odsuwając się od niego, nie, nie zamierzam je pobudzić. Dopiero zasnęły co jest jakimś ogromnym cudem, nie żeby coś, ale na nadmiary snu to jakoś ostatnio nie narzekam. Rozwaliłam się na kanapie w naszym dużym i przestronnym salonie lekko podkurczając nogi, chciało mi się spać, ale o takiej godzinie nie ma nawet mowy, żebym zasnęła. W dodatku nie zdążyłam się nawet przyzwyczaić do tego miejsca, tak z dnia na dzień kazali nam się przenieść. Przenieść z miejsca gdzie zdążyłam się zaklimatyzować po tak wielu miesiąc do kolejnego, zupełnie nam obcego. Nie wiem jaki mieli plan, pomysł i jakie mieli korzyści z wypuszczenia poza ośrodek kogoś takiego jak my. Nagle się nie bali, że jesteśmy niebezpieczni i gotowi zabić kogoś z premedytacją? Chociaż z drugiej strony wiem, czemu to zrobili. To pewnego rodzaju szantaż, mamy być grzeczni i potulni, kiedy tylko dowiedzieliby się o czymś dziwnym z naszej strony, coś mogłoby się stać. Już nawet nie chodzi mi o mnie czy o Ruki`ego, bardziej o dzieci…
- O czym tak myślisz, pchlarzu?
- O niczym – zmierzyłam go wzrokiem, pijawka… nadal ma u mnie przekichane za ten wybryk który odstawił przed chwilą. No ja wiem, że jestem taka zła i okrutna, że najlepiej to mnie zabić.. ale jeszcze nie teraz.
Kiedy siwek pochylił się nade mną pociągnęłam go za ramię z całej siły. Chciałam się odwdzięczyć, ale jak to ja… znowu mi nie wyszło, kolejna wpadka w przeciągu kilku minut? [Łelkom tu rzycie Cinii] Chłopak istotnie, stracił tym razem równowagę i poleciał do przodu, ale na mnie. Pisnęłam cicho zastanawiając się czy to już jest właśnie koniec mojego życia i ile kości mi pękło. Z moich przekonań wyrwał mnie chichot Riuki`ego, aha… czyli jednak przeżyłam.
- Boże, zejdź Riuki… gnieciesz mnie.
- Nie chce mi się, w sumie to jesteś wygodna… grubas… - zaśmiał się jeszcze raz, gdyby nie moje unieruchomione kończyny spłonąłby.  – Nadal mnie zadziwiasz tym, jak bardzo jesteś nieporadna…
- Riuki ile ty ważysz!? Złaź, błagam złaaaaź.
Już po chwili wielkolud się odsunął, chyba jednak wolę być martwa. Co? Teraz będzie miał ze mnie ubaw do końca dnia? Trąciłam go lekko w ramię, menda. Po chwili ja również się uśmiechnęłam wtulając głowę w jego ramię.

(Riuki? Fiem Polinko, że krótkie no ale… wena mi się popsuła XD)

czwartek, 7 stycznia 2016

1.Riuki ~ Wyjscie z Osrodka

 Od jakiegoś momentu w Rimear nie było już tak kolorowo. Troszeczkę się pozmieniało, a Naukowcy zmienili również podejście. Stwierdzili, że wypuszczenie nas do normalnego świata to nic złego. Przynajmniej niektórych. Ciekawe tylko jakie zyski mieli, z wypuszczenia MNIE. Cinia, Clear i Yukine są w miarę normalni, a reszta… nie wiem jak u nich. Nie wiem czy tylko my dotarliśmy taki prezent i też, czy w ogóle powinnyśmy się z tego cieszyć, czy też nie. W każdym razie teraz byliśmy w jakim normalny domku. NORMALNYM. Bo to istotne. Z tego co zdążyłem zauważyć – nie było tutaj żadnych kamer, podsłuchów…. Albo po prostu nie jestem na tyle bystry.:’) Dziwne było również to, że nie miałem na sobie maski. Nie rozstawałem się z nią. Ktoś musiał celowo pozbyć się jej z mojej twarzy.  W całym domu było ciemno i tak w sumie to ja wiedziałem, że ona tu jest, ale jeszcze jej nie widziałem. Dopiero kiedy coś w pokoju  uderzyło o podłogę. Tak… ona nie byłaby sobą, gdyby czegoś nie zepsuła. Uśmiechnąłem się sam do siebie z lekka szyderczo. A może zrobić jej kawał? Nie ważne, że na tym ucierpi moja piękna twarz. Schowałem się  za drzwiami i kiedy stwierdziłem, że nadszedł odpowiedni moment po prostu zapukałem w nie. Blondynka wyszła z pomieszczenia, w którym znajdowała się wcześniej, by sprawdzić co go wywołało. Potem wysłałem swojego Chowańca w inne miejsce by również wydała nieco inny dźwięk. Zrobiłem tak kilka razy dopóki Cinia po ostatnim razie nie pisnęła cicho. Nie mogłem pohamować miechu, a że było ciemno to jeszcze przeszedłem sobie po skrzypiącej podłodze. Tym razem dziewczyna już użyła swoich zdolności, by złapać mnie i przygwoździć do ściany.
-RIUKI! Idioto! Kretynie! Wiesz jak mnie wystraszyłeś!? Nienawidzę cie… - powiedziała uderzając łapkami o moja klatkę piersiową. Teraz to już się nie powstrzymałem i wybuchłem śmiechem o mało nie kładąc się przez to na ziemi. Ta patrzyła na mnie z taką pogardą, równie dobrze mogłaby mnie teraz zabić, a ja i tak bym się miał. – NO PRZESTAŃ ŁOSIU! – odwróciła się by odejść, ale kiedy znowu usłyszała skrzyp podłogi: momentalnie się cofnęła.
-Moja odważana dziewczyna się boi? – złapałem za materiał jej sukieneczki na co dziewczyna od razu odskoczyła jak poparzona. – Uspokój się. To były tylko żarty, ja przecież nie chciałem cie… - wstałem z ziemi i spojrzałem na jej delikatnie zaszklone oczy. Ops na serio się przestraszyła.  Jedną dłonią odszukałem pstryczek od światła, a drugą ułożyłem na jej głowie. – Cinia…? No… już nie będę tak robił. Dobra.. teraz ty się możesz wyżyć… - usiadłem obie po turecku na ziemi, by chociaż trochę zbliżyć się wysokością do niej. Lepiej chyba patrzeć w dół, niż w górę, no nie?
-Nie chce się na tobie wyżywać ty palancie! – pociągnęła mnie delikatnie za włosy i tak tarmosiła je przez jakie 5 minut. – Od kiedy jesteś dla mnie taki miły co! Normalnie nie dałby bym ciągnęła cie za włosy…
-Skąd wiesz skoro do tej pory jedynie kiedy je dotykałaś to momenty w których… - natychmiastowo zakryła mi usta, padając na kolana i rumieniąc się niczym buraczek. Normalnie kocham ją właśnie za takie akcje…
-Stul dziób! To krępujące… - usiadła naprzeciwko mnie. Jak małe dzieci no, ale dobra. – Lubisz kiedy tak ….robię? – zapytała dosyć cicho i raczej nieźle zażenowana.
- Jak mnie ciągniesz za włosy? No jasne… po prostu kocham to uczucie. – parsknąłem odwracając głowę, przez co znów dostałem po głowie. – Dobra dobra… nie chodziło mi o ciąganie za włosy, ale w sumie jak się tak nimi bawisz to… całkiem przyjemne uczucie….. to jak z psem. Pogłaskaj go w odpowiednim miejscu, a zrobi dla ciebie wszystko. – wstałem z tym swoim jakże ponurym wyrazem twarzy i skierowałem się do tych dwóch, małych, jeszcze śpiących szkrabów. Stając w drzwiach zdałem sobie sprawę jak bardzo nie chciałbym stracić dotychczasowego życia.
-A tak gadałeś, że nie chcesz mieć dzieci… - zachichotała głupkowato.
-Nie planowałem tego idiotko, ale tak jako…- kontem oka zerknąłem na jej rozbawioną buźkę – Nie pamiętam tego, ale podejrzewam, że mój ojciec nie był najlepszy w tej roli…. Może przez to trzyma taki dystans? Nie potrafię być delikatny… - oparłem głowę o framugę i westchnąłem ciężko. Od kiedy stałem się taki gadatliwy..?
(Ciiiniaaa….?)