sobota, 9 stycznia 2016

3. Riuki

Ej ja wcale nie ważę, aż tak dużo. Chociaż... jakby tak spojrzeć na ten jej tłuszcz, to..... musi warzyć przynajmniej 50 kg. Jak nie więcej! Przecież to taki tłuścioch! No... jakbym jej tak powiedział to chyba straciłbym życie na miejscu, i nawet nie mieli by co ratować.
- No i co się tak tulisz? To nie ja tutaj jestem grubasem, tylko ty. Jakby nie patrzeć to jestem chodząca anoreksją. - zerknąłem na tą tępą blondynkę.
Ten jej wzrok...w danej chwili wyrażał wszystko. Miałem wrażenie jakby przewiercała mi czaszkę tymi swoimi rubinowymi oczami.
-Weź, Riuki! Wkurzasz mnie tak samo jak na samym początku! - krzyknęła zrywając się z kanapy. Stanęła naprzeciwko mnie na równych nóżkach. Wyglądała jak takie małe naburmuszone dziecko. Dopiero po kilku mitach uświadomiłem sobie co powiedziała. Ja ją wkurzałem chyba zawsze i średnio mnie to obchodziło, ale jak teraz mi o tym przypomniała to zacząłem się zastanawiać co ona ze mną tutaj robi? Przekręciłem główkę słuchając jej kolejnych wyrzutów. Chyba serio musiała się przejąć tym co powiedziałem.
-....tylko żartowałem. - podrapałem się z tyłu głowy, kolejny już raz odwracając ją w inną stronę. - Skoro ciebie wkurzałem to co ty tutaj ze mną robisz? Litość i te sprawy? - westchnąłem wstając i podchodząc do drzwi wejściowych. Jak tylko powiedziałem swoją drugą wypowiedzieć, ta zaniemówiła. Zwłaszcza kiedy zauważyła, że kieruje się do drzwi. Wcale nie zamierzałem wyjść, chciałem tylko sprawdzić czy są zamknięte. Tak na wszelki wypadek. To dziewczę nawet nie zauważyłoby, gdyby ktoś włamał nam się do domu, a w tym przypadku ktoś musi być tym "bardziej odpowiedzialnym".
-Ej... no nie...idź sobie. - wymamrotała szybko podbiegając i łapiąc mnie za rękaw bluzy. Obróciłem głowę, tak, by spojrzeć na dziewczynę kontem oka. Maski już nie miałem więc nic nie utrudniało mi tego.
-Nigdzie nie idę, ale... po prostu myśl nad tym co mówisz. - westchnąłem otwierając drzwi. W tym samym czasie jak burza ktoś wparował nam do chaty. Mało tego! Nie dość, że nawet nie zdążyłem zobaczyć kto to, to jeszcze wpadł na mnie i zdołał przewrócić mnie na ziemie.
-Cinia! Jak dobrze cie widzieć! Już myślałam, że nigdy więcej cie nie zobaczę! - "dziewczynka" zacisnęła rączki trochę mocniej na materiale mojej bluzy i wtuliła się we mnie niczym w pluszowego misia. Dodatkowo jej główka była na wysokości mojej szyi, więc gdy tylko poczułem jej nosek na swojej skórze od razu zadrżałem nieznacznie jakby się czegoś obawiając. Jakby nie patrzeć to obecność innej dziewczyny niż Cinia była mi kompletnie obca (chyba, że mówimy o mojej byłej). W dodatku ona miała różne swoje odpały, ale nigdy nie była jakąś specjalnie delikatną kobietką przy czym ciężko było jej wprowadzić mnie w zakłopotanie.-....chwila...Cinia dlaczego ty tak ładnie pachniesz męskimi perfumami... - jakby ocknęła się i dopiero teraz otworzyła oczy. Opierałem się rękoma o podłogę, z tyłu za moimi plecami. Byłem tak zdziwiony jak chyba jeszcze nigdy w życiu.Nie no dobra....zdarzały się gorsze rzeczy. Podniosła główkę (dopiero teraz zorientowałem się, że to jest Rosie) i jakby na moment zaniemówiła. Otworzyła oczka i buźkę ze zdziwienia i ...skamieniała. No naprawdę. Miałem wrażenie jakby właśnie w tym momencie leżał na mnie bezwładny kamień. Po chwili ciszy Cinia się w to wszystko wtrąciła i po prostu pociągnęła Rosie za kołnierzyk bluzki do tyłu. Już widziałem po jej minie, że nie jest zadowolona z tego co zobaczyła, ale to tak jakby nie moja wina, co? Chociaż... weź tłumacz takie rzeczy kobiecie.
-Rosalie.... Riuki jest za płaski, żeby być mną. - wymamrotała. Miałem wrażenie jakby zaraz miała wybuchnąć. Wyglądała jak taki wrzący czajnik z tą czerwoną buźką. Gdybym jej to jeszcze powiedział to w ogóle zrobiła by z mojej dupy jesień średniowiecza. Pomijając fakt, że Rosie przytulając się teraz do niej: ponownie się narażała. Zebrałem się z podłogi, wstałem i otrzepałem niewidoczny pyłek z ubrania. Złotowłosa zaprosiła naszego "gościa" do kuchni i zaproponowała herbatę. To ona w ogóle umie coś takiego robić? Nie żebym wątpił w jej kulinarne zdolności, ale tak na dobrą sprawę to nigdy nie widziałem by cokolwiek gotowała. Z tego względu, że ja niestety nie mogę jeść, ani pić nic innego oprócz krwi po prostu usiadłem sobie wygodnie w salonie, włączyłem telewizor i odłączyłem się od tej jakże interesującej konwersacji kobiet. I właśnie tu jest ten problem... jestem uzależniony od tej zrytej umysłowo babki, którą rzekomo kocham ponad swoje życie. Tiaaa...
W momencie kiedy moja sympatia wyszła z kuchni i stanęła na przeciwko mnie tak żeby zasłonić mi widok na telewizor...od razu wiedziałem o co jej chodzi. No bo o cóż innego mogło jej chodzić jak nie o Rosie? Mam nadzieje, że nie jest na tyle głupia, by wytknąć mi, iż zrobiłem to celowo.
-Cinia... - westchnąłem zrezygnowany obracając się (leżałem) na plecy i spoglądając w sufit. Kiedy nie raczyłem komentować tego dalej, ona po prostu podeszła do kanapy i spojrzała na mnie z góry. Była zdenerwowana, ale nie wiem czy na tyle by mnie uderzyć (wypadałoby już budować bunkier) czy na tyle by się rozpłakać i zamknąć w pokoju. Wyciągnąwszy rękę chciałem położyć ją na policzku dziewczyny, jednakże ona skutecznie uniemożliwiła mi to uderzając w moją dłoń. Nie chce, żebym ją dotykał to nie. Głupia, naprawdę myśli, że miałbym odwagę ją zdradzić z jakąś inną? Ehh... to był czysty przypadek. Dobrze, że za moment Rosie ją zawołała bo już miałem zamiar żegnać się z życiem...

(Rosie/Cinia?)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz