wtorek, 12 stycznia 2016

5. Riuki - Skrywana Przeszłość

Cinia teraz będzie mnie tak ciągle unikać? Takie rzeczy nigdy za dobrze jej nie wychodziły, no ale skoro tak bardzo chce mieć na mnie focha ( w sumie to dawno nie miała ) to niech go ma. W końcu jej przejdzie.
Obie dziewczyny wyszły z pomieszczenia i ponownie skierowały się do kuchni. A ja co? Powietrze? A potem będzie narzekać, że jestem nie czuły, czy coś w ten deseń. Ehh te jej humorki. No dobra... ale skoro tak...
-Wychodzę...- mruknąłem cicho nawet nie zaglądając tam do nich. Po prostu wyszedłem z domu jak gdyby nigdy nic. Jak sobie tak o tym myślę, to moje zachowanie nie było jakoś specjalnie dojrzałe.... no i co! Sama sobie wybrała takiego chłopaka, chociaż pewnie domyślała się jak to wszystko będzie wyglądać. To działa tez w drugą stronę. To ja wybrałem ją na swoją dziewczynę, czyż nie? Więc dlaczego ciągle na nią narzekam? Pokręciłem głową w prawo i w lewo. Moje włosy delikatnie zafalowały na wietrze niczym delikatna, biała pajęczyna. Trafne porównanie. Dopiero przemierzając już zaludnione uliczki miasteczka przypomniałem sobie, że nie mam maski. Gdzie ona tak właściwie jest? Obudziłem się już chyba bez niej? Ciulowo. Teraz wszyscy gapili się na mnie jakbym był synem szatana. To też jest...bardzo trafne porównanie, bo przecież wyglądam jak żywy, chodzący kościotrup. Pomijając moją przystojną twarzyczkę (ah ta skromność~).
[...]
Błądząc tak bez większego celu i rozmyślając... jak na złość zaczął padać deszcz. Te wszystkie spojrzenia skupione na mnie irytowały. Dlaczego miałem wrażenie jakby obserwował mnie ktoś kogo dobrze znam? Przystanąłem na chwilę widząc ciemny, ślepy zaułek. W takich miejscach podobno czaiło się ZŁOOO. Tia jasne. Ciekaw jestem kto jest na tyle odważny by wyskoczyć z pistoletem do kogoś kto posiada magiczne zdolności. Jak chcą wąchać kwiatki od spodu.
Widząc w tym ciemnym, STRASZNYM jakiś znikomy ruch jakby z nudów po prostu tam wszedłem. Deszcz praktycznie zmoczył już całe moje ubranie, łącznie z włosami. Hih... zastanawiam się jak radzą sobie z taką ulewą panie, które mają tapetę nakładaną szpachlą.Ukucnąłem przy małym zamoczonym kartonie i odgarnąłem szmatkę, która przykrywała go od góry. Nie wiem co ta blondynka ze mną zrobiła, ale teraz stałem się o wiele wrażliwszy na takie rzeczy...
AAAAAAAAAAAAAWWWWWWWWWWWWWW!!!!!!!!!!!!!!!!!!!: Już miałem wyciągnąć dłoń w kierunku tego małego stworzonka, kiedy do moich uszu doszedł jakiś niepokojący dźwięk.
-Wychodź... - warknąłem nawet nie wstając, a jedynie obracając głowę tak, by ujrzeć cień człowieka kontem oka. Nie widziałem ani twarzy, ani ubioru, jednak po kształtach mogłem stwierdzić, ze jest to kobieta. Nie zareagowała od razu, lecz po jakichś 10 minutach. Totalnie ją zignorowałem,b o co takie bezbronne stworzonko mogło mi zrobić. Tym bardziej kiedy nie czułem od niej żadnej magii. Ta... jak się posiada coś tak głupiego jak Arcana, to się to czuje w kościach, czy ktoś ma dobre czy złe zamiary. Jak chce to niech sobie tam stoi w sumie, a co mi to przeszkadza. Nie czekając dłużej, aż to maleństwo przykryte jedynie dziurawą szmatką zamarznie, po prostu wziąłem je do ręki. Jakoś nie umiejętnie, bo przecież Riuki nie potrafi się obchodzić z takimi puchatymi zwierzątkami. W międzyczasie owa osoba podeszła do mnie i zarzuciła mi ręcznik na głowę. He? Dziwny gest. Kto jest na tyle głupi, ze martwi się o przypadkowego przechodnia. Lekko zdziwiony odwróciłem głowę by spojrzeć kto jest tym kretynem i.... prawie się przewróciłem. Moje oczka otworzył się ze zdziwienia a ja automatycznie wstałem. Przede mną stała dziewczyna. Nie znam jej, a jednak mam wrażenie jakby była dla mnie kimś naprawdę bliskim. Ah! Gdyby nie to, ze naukowcy wymazali mi całą pamięć.. do takich rzeczy by nie dochodziło! Cofnąłem się o krok, jakby przerażony tym co właśnie ukazał mi umysł. Nie bałem się bezpośrednio niej, ale tego co właśnie sobie przypomniałem. Wspomnienia są...takie straszne. Nie chce ich pamiętać....
-Niczym spłoszony koń. Teraz powinnam zakryć ci oczy, uspokoić.. pogłaskać... - szepnęła szkarłatnooka po czym podeszła i jedną dłonią jakby zaczęła wycierać moje włosy. - Chodź bo się przeziębisz.
Skoro jej nie znam to czemu w tamtym momencie posłusznie podążyłem za nią? To wszystko jest takie chore....
[...]
Zaprowadziła mnie do swojego mieszkania. To wdrapywanie się po schodach.... od momentu wyjścia z Rimear już prawie zapomniałem tego jak trzeba się wysilić by wejść na najwyższe piętro. Usiadłem w salonie, nadal nieco w szoku... pff.. co ja gadam! Nie mogłem wypowiedzieć żadnego słowa... to wszystko robiło mi siano z mózgu.
-Wiesz kim jestem? - usiadła obok mnie i nachyliła się. Chciała zajrzeć w moje oczy, a skoro miałem tak długie włosy, na dodatek miałem na nich ręcznik: to ciężko było to zrobić. Podniosła malutką dłoń, lecz kiedy miała zamiar dotknąć mojej twarzy - najzwyczajniej odepchnąłem ją. "Nie dotykaj mnie", "Zostaw"... takie właśnie słowa przewijały mi się przez myśli. Wzięła ode mnie kotka (jak się okazało) po czym postawiła go w pokoju. Dała mu coś do jedzenia... wiedziała jak tym małym diabłem się opiekować? Szacunek i Respekt. Serio.
-Shi... - chciałem wypowiedzieć jej imię, które właśnie przed chwilą przeleciało mi przez głowę. W tej chwili też zadzwonił telefon. Mój telefon. Wyciągnąwszy go i widząc na ekranie kto dzwoni od razu odebrałem, nawet się nie zastanawiając. Tylko...co teraz? Przyłożyłem go do ucha, jednak kiedy przyszło mi wypowiedzieć jakieś słowo... byłem zdolny jedynie otworzyć usta. Dziewczyna widząc to natychmiast podeszła i wyrwała mi telefon z ręki. "Nie"..."Zaczekaj".... chciałem ją zatrzymać, jednak w dalszym ciągu byłem niczym sparaliżowany.
-Halo? - powiedziała spokojnym tonem. - Kim dla niego jesteś? - nie słyszałem co Cinia odpowiada. Ona mnie zabije... zostawi. Za te pytania, to chyba wydrapie mi oczy, tym bardziej, że zadawała jej je obca dziewczyna! -Ah..... Wybacz. - szepnęła już nieco bardziej spokojna. Przedstawiła się jej i powiedziała coś w rodzaju, że nie jestem w stanie nic powiedzieć. Co to ma wszystko być..
[...]
Nie wiem o co chodziło, ale Shinobu bardzo szybko wyprowadziła mnie ze swojego domku i o dziwo polazła do...nas? Jasne.. pokaż się jeszcze Cinii na oczy, to tym bardziej zginę. Stojąc tak przed drzwiami naszego domku, i trzymając małą puchata kulkę, po prostu.... miałem ochotę skoczyć z pobliskiego mostu. One sobie wydrapią oczy! Ale...dlaczego? Przecież skoro jej nie znam to czemu mam takie chore przeczucia...

(Cinia otwieraj drzwi ^^)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz